facebook

Aktualności

IRAN BARKLEY WSPOMINA SWOJĄ KARIERĘ
IRAN BARKLEY WSPOMINA SWOJĄ KARIERĘ

Poniżej prezentujemy krótki wywiad z wielkim wojownikiem lat 80’ i 90’ Iranem Barkleyem (43-19-1, 27 KO). Pochodzący z Nowego Jorku czempion podczas swojej kariery zdobywał mistrzostwo świata wagi średniej, super średniej i półciężkiej, a w klatce rywalizował z tak znanymi zawodnikami jak chociażby Thomas Hearns, Roberto Duran, Michael Nunn, Darrin Van Horn, czy James Toney. Dowiedzcie się, który z jego rywali bił najmocniej, jaką noc wspomina najgorzej i jakiego przeciwnika „Nóż” z Bronksu chciałby znokautować na koniec.

– Twój najmocniej bijący rywal?

Iran Barkley: Bez wątpienia Tommy Hearns. Jego prawa ręka i ciosy na tułów… Ja biłem mocno, ale on naprawdę mnie zranił tą swoją prawą. Walczyłem z nim dwa razy i za każdym razem próbował swoich najlepszych uderzeń, aby mnie zabić. On będąc zawodnikiem wagi średniej bił mocniej niż półciężki. Jego uderzenia były precyzyjne i dokładne, ale ja byłem gotowy przyjąć to wszystko, oddać z nawiązką i zmiażdżyć go. Pierwszą wojnę z nim stoczyłem w 88’, a drugą cztery lata później i obydwie wygrałem!

– Najtrudniejsza walka jaką stoczyłeś?

IB: Wszystkie moje walki. Taka jest prawda. Z każdym rywalem miałem ciężką przeprawę. Nigdy nie miałem łatwych pojedynków. Nigdy. Dzisiejsi zawodnicy mają z górki, łatwizna. Jeżeli jednak postawiłbyś mnie pod ścianą i kazał wybierać, to wybiorę Hearnsa. To był facet, z którym walczyło mi się najtrudniej. A biliśmy się dwa razy człowieku!

– Twoja najlepsza noc w karierze?

IB: Moje drugie zwycięstwo nad Hearnsem. Za pierwszym razem wszyscy mówili, że miałem szczęście, dlatego powiedziałem sobie: „Tym razem będę go lał przez dwanaście rund”. I tak też było. Za pierwszym razem posłałem go na deski, w rewanżu zdominowałem i wygrałem na punkty. Nikt mi tego nie odbierze. Świetnie wypadłem też w starciu z Roberto Duranem, ale przez bokserską politykę ze zwycięstwa obrabowali mnie sędziowie.

– Twoja najgorsza noc w karierze?

IB: Pojedynek z Nigelem Bennem. Mój tata zmarł wtedy na raka, dlatego mam okropne wspomnienia z całego tego weekendu. Wydaje mi się, że jeżeli nie starałbym się ruszać, gdy Benn starał się mnie ustrzelić po tych knockdownach w pierwszej rundzie, to skończyłbym jak Gerald McClellan. Ciągle jestem zły, gdy przypominam sobie tamtą walkę, ale teraz już się tym tak nie przejmuję. Benn jest teraz kaznodzieją, więc życzę mu powodzenia.

– Najlepszy pięściarz, z którym sparowałeś?

IB: Świetny Davey Moore. Bardzo dużo się nauczyłem sparując z nim. Przewalczyliśmy ze sobą ponad sto rund. Davey był i jest moim najlepszym przyjacielem, ale na sparingach dawaliśmy z siebie wszystko. To były naprawdę ciężkie boje. On był twardzielem i ja byłem twardzielem. Raz on mnie pobił, innym razem to ja jego.

– Co jest najtrudniejsze w przebywaniu na emeryturze?

IB: Jest to fakt, że żaden z dzisiejszych pięściarzy nie chce ze mną walczyć. Chciałbym jeszcze jedną, albo dwie walki zanim na dobre zwieszę rękawice na kołku. Ciągle trenuję i utrzymuję się w formie. Najbardziej chciałbym Bernarda Hopkinsa. Z przyjemnością bym go znokautował!