facebook

Aktualności

ZWYCIĘSTWA GAMBOY I ORTIZA
ZWYCIĘSTWA GAMBOY I ORTIZA

W nocy z soboty na niedzielę w mieście Verona udany powrót po ponad rocznej przerwie zanotował utalentowany Yuriorkis Gamboa (25-1, 17 KO). „Cyklon z Guantanamo” zwyciężył jednogłośnie na punkty Amerykanina Hylona Williamsa Jr (16-2-1, 3 KO). Na tej samej gali efektowny triumf zaserwował także kibicom inny Kubańczyk Luis Ortiz (24-0, 21 KO). Niebezpieczny „King Kong” potwierdził swoją przynależność do ścisłej czołówki królewskiej kategorii stopując w siódmej rundzie wymagającego Bryanta Jenningsa (19-2, 10 KO).

Gamboa do starcia z Williamsem Jr przygotowywał się ponad miesiąc w swojej ojczyźnie i zapowiadał doskonałą formę. Trzeba przyznać, że złoty medalista olimpijski i były zawodowy czempion wagi piórkowej boksował świetnie i zdecydowanie górował nad rywalem z Las Vegas. Warto jednak dodać, że „Cyklon z Guantanamo” nie ustrzegł się i błędów, które skazywany na pożarcie Amerykanin skrzętnie wykorzystywał w końcówce tego pojedynku. Wydaje się, że o aktualnej jakości Gamboy przekonamy się dopiero, gdy ten skrzyżuje rękawice z którymś z czołowych zawodników. Miejmy nadzieję, że stanie się to już niedługo.

Ortiz w doskonałym stylu obronił należący do niego od zeszłego roku pas WBA Interim. 36-letni Kubańczyk zafundował ambitnemu Jenningsowi prawdziwą ringową wojnę. Już w pierwszej rundzie był bliski zwycięstwa przed czasem, kiedy to trafił potężnie rywala prawym sierpowym, ale zraniony Jennings dotrwał jakoś do przerwy. Po niej z powodzeniem zaczął odrabiać straty, jednak w trzecim starciu Kubańczyk ponownie zdetonował na jego głowie mordercze bomby i sytuacja się powtórzyła.

Z upływem kolejnych minut świetnie przygotowany Ortiz coraz bardziej bombardował swojego przeciwnika. 31-letni bokser z Filadelfii starał się odgryzać, ale to nie była jego noc. W końcu w siódmej rundzie, gdy wydawało się, że pogromca naszego Artura Szpilki przetrwał najgorsze „King Kong” huknął doskonałym i morderczym lewym podbródkowym, po którym Jennings padł błyskawicznie na ziemię. O dziwo, równie szybko stanął na nogi, ale czujący krew Ortiz nie wypuścił już takiej okazji z rąk. Zranioną ofiarę dobił jeszcze silnym prawym i lewym krzyżowym, po którym sędzia przerwał rywalizację chroniąc Amerykanina przed niechybnym KO.

– To było dla mnie naprawdę ważne zwycięstwo. Tym bardziej, że odniesione z zawodnikiem takiego kalibru. Teraz chcę wyczyścić całą kategorię – zapowiedział po walce szczęśliwy czempion WBA Interim.