Aktualności

ZMIERZCH BOGÓW – OSTATNIA WALKA JOE FRAZIERA

Pięć i pół roku po straszliwej demolce, jaką George Foreman (76-5, 68 KO) sprawił Joe Frazierowi (32-4-1, 27 KO) popularny „Smokin” Joe postanowił znowu wejść między liny ringu. Niestety nie był to najlepszy pomysł.

Był dokładnie 3 grudnia 1981 roku, 8 tysięcy kibiców, którzy tego dnia przybyli do chicagowskiego International Amphitheatru oczekiwało świetnego widowiska. Zarówno fani, jak i eksperci wierzyli, że 38-letni Frazier zapomniał już o drugiej (pierwszy raz Foreman znokautował go w 1974 roku), bolesnej i brutalnej porażce z „Big Georgem”, kiedy to po dwukrotnej wizycie na deskach w piątej odsłonie jego trener Eddie Futch wstrzymał dalszą egzekucję.

Rywalem pogromcy Muhammada Alego (56-5, 37 KO) został kulturysta i bokser Floyd „Jumbo” Cummings (15-6-1, 13 KO), a pojedynek z nim miał być częścią wielkiego planu promotora Fraziera Billa Cooley’a zakładającego jeszcze dwie inne walki. Ostatnia z nich, przyszłoroczna, miała już być rywalizacją z ówczesnym mistrzem świata WBA wagi ciężkiej Mikem „Herkulesem” Weaverem (41-18-1, 28 KO). Niestety, jak to z planami często bywa, wielki „come back” „Smokin” Joe szybko spalił na panewce.

Cummings był dopiero trzecim pięściarzem, który zgodził się na rywalizację z wielkim postrachem ringów, za jakiego wciąż uważano Fraziera. Ten zbudowany jak gladiator zawodnik nie znał słowa strach, a wychowywał się w najniebezpieczniejszych ulicach Chicago. Już w wieku 17 lat „Jumbo” wylądował w więzieniu podejrzany o morderstwo. To właśnie za kratami zaczął trenować boks i bardzo szybko został czołowym amatorem swojego kraju. Jego opiekunowie widząc w chłopaku talent zezwalali mu na opuszczanie więziennych murów i udział w zawodach. Po kilku znaczących sukcesach Cummings bardzo chciał nawet, będąc poważnym kandydatem, wyjechać z reprezentacją USA na olimpiadę do Montrealu w 1976, ale niestety przepisy zabraniały więźniom brać udział w tak prestiżowej imprezie.

Po wyjściu na wolność w 1979 roku zaczął występować na ringu zawodowo i wygrał 15 z 16 pojedynków, w tym 13 przed czasem. Ta niezła seria zaowocowała pojedynkiem z wracającą z długiej emerytury żywą legendą Frazierem.

Oczywiście faworytem był legitymujący się 32 zwycięstwami i 4 porażkami bombardier z Filadelfii, którego pokonać zdołali tylko najlepsi, a więc wspomniani już wyżej Ali i Foreman. Za swój pierwszy od pięciu i pół roku występ Joe zainkasował 85 tysięcy dolarów, natomiast jego przeciwnik musiał zadowolić się sumą 10 tysięcy.

Zaraz po pierwszym gongu okazało się, że to, z czego słynął wcześniej „Smokin” Joe, a więc szybkość, dynamika i siła uderzenia, pozostało tylko wspomnieniem. Co więcej skazywany na porażkę Cummings prezentował się na tle wyraźnie otłuszczonej i ważącej 229 funtów (103 kg) gwiazdy wprost doskonale fizycznie i nie ustępował jej ani na krok.

Swój najlepszy moment miał Frazier, w tej mimo wszystko zaciętej i ciekawej walce, w piątej odsłonie, kiedy to ulokował na głowie ambitnego rywala swój mocarny prawy. Jednakże uderzenie to nie zrobiło na „Jumbo” większego wrażenia. Praktycznie cały czas w tej dziesięciorundowej rywalizacji następowały zwroty akcji i raz jeden, raz drugi mieli swoje momenty.

Po ostatnim gongu zdecydowanie lepsze wrażenie zostawił po sobie skazywany na pożarcie Cummings, który kilka razy miał popularnego rywala na skraju nokautu, jak chociażby w finałowej rundzie, kiedy to tylko rozpaczliwe klincze pozwoliły byłemu królowi utrzymać się w pozycji pionowej.

Werdykt był jednak małym prezentem od sędziów dla Fraziera, którzy orzekli remis (46-47, 46-46 i 47-46). Mimo bardzo słabej postawy Joe od razu po ogłoszeniu wyniku zapowiedział: „Jeszcze wrócę!”. Na szczęście, prawdopodobnie po przeanalizowaniu na spokojnie swoich aktualnych możliwości, nigdy tego nie uczynił.

Pojedynek ten szczerze skomentował także arbiter Nick Morgan, który był najbliżej całej sytuacji: „Jumbo o mały włos go nie znokautował. Joe jest za stary, aby jeszcze walczyć.” Dzięki Bogu jeden z najlepszych pięściarzy wagi ciężkiej w historii wziął sobie te słowa do serca.

Wracając jeszcze do mającego swoje pięć minut Cummingsa po bitwie z Frazierem wystąpił jeszcze pięć razy, za każdym razem przegrywając. Ostatni raz rywalizował i poległ przed czasem w październiku 1983 roku, kiedy to na ringu w Londynie omal nie posłał na deski w pierwszej rundzie faworyzowanego i niepokonanego wówczas Franka Bruno (40-5, 38 KO).

Po zawieszeniu rękawic na kołku znów jednak do głosu doszła zła strona charakteru „Jumbo”. W 1984 roku za rabunek i porwanie ponownie trafił za kratki na 12 lat. W 2000 roku za kradzież z restauracji 250 dolarów i magnetowidu, jako „recydywa” otrzymał dożywocie.