facebook

Aktualności

ALEXANDER I QUILLIN NOWYMI MISTRZAMI ŚWIATA
ALEXANDER I QUILLIN NOWYMI MISTRZAMI ŚWIATA

Niezbyt efektownie, ale za to efektywnie zaprezentował się kibicom zgromadzonym w Barclays Center na Brooklynie Devon Alexander (24-1, 13 KO). 25-letni ‘Alexander Wielki’, jak nazywa się tego pięściarza z Saint Louis, został w sobotę nowym mistrzem świata dywizji półśredniej, odbierając pas federacji IBF 38-letniemu Randallowi Baileyowi (43-8, 37 KO).

Niestety pojedynek na który ostrzyli sobie zęby wszyscy fani szermierki na pięści, nie powalił na kolana. Momentami wiało straszną nudą i wydawało się, że tak naprawdę Devon chciał zdetronizować czempiona IBF minimalnym nakładem sił i bez podejmowania żadnego zbędnego ryzyka, natomiast ‘Królowi Nokautów’, gdyż taki przydomek nosi Bailey, w ogóle nie zależało na obronie swojego tytułu. O jakości tej potyczki dobitnie świadczyły przeciągłe gwizdy rozczarowanej publiczności. Po ostatniej rundzie sędziowie bez wahania wskazali na Alexandra, który dzięki temu wywalczył tytuł już w drugiej kategorii wagowej. Wcześniej był już mistrzem w dywizji junior półśredniej, dzierżąc pasy WBC i IBF.

Zupełnym przeciwieństwem walki Alexander- Bailey, była niesamowita ringowa wojna pomiędzy Peterem Quillinem (28-0, 20 KO), a mistrzem świata wagi średniej Hassanem N’Dam N’Jikamem (27-1, 17 KO). Po przepełnionej akcją i emocjami bitwie ‘Czekoladowy Dzieciak’, który urodził się w Grand Rapids, ale zamieszkał właśnie na Brooklynie, zdetronizował Kameruńczyka z francuskim paszportem i zabrał mu pas federacji WBO. Jednak 28-letni pięściarz z Paryża tanio skóry nie sprzedał i mimo, że aż sześciokrotnie lądował na deskach, za każdym razem wstawał i odgryzał się starszemu o rok Amerykaninowi.

Według statystyk Hassan zadał nawet więcej celnych ciosów niż Peter, ale podwójne wizyty na deskach w rundach 4., 6. i 12., jakie zafundował mu nowy mistrz świata, przesądziły o wyniku tego zaciętego spotkania w Barclays Center. Po 12. rundzie zarówno Quillin, jak i N’Jikam mogli być z siebie dumni. Oby więcej takich pojedynków.

Wojciech Czuba